Dziecko i matka

Nienarodzone dziecko – na co mamy wpływ w naszym życiu…

        Przyglądając się wydarzeniom związanym z ustawą o aborcji ogarnęły mnie pewne przemyślenia w temacie zarządzania własnym życiem przez jednostkę. Zastanawiam się dlaczego ktoś decyduje za rodziców nienarodzonego dziecka. 

No niby ochrona życia. Tak, życie jest cenne i trzeba je szanować i chronić. Jednak są pewne sytuacje, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać i wątpię czy to z pobudek egoistycznych. Gwałt na kobiecie, zniekształcenia płodu, choroby genetyczne. Bywa, że płód nie dożyje do 9 miesiąca ciąży i urodzi się martwy, gdzie lekarze potwierdzają taki stan rzeczy. I co czekać na śmierć dziecka a czasem i kobiety, bo doszło do zakażenia organizmu? Bo nie zauważono, iż płód obumarł. Sytuacji może być mnóstwo i każda jest bardzo indywidualna. W XXI ludzie są na tyle świadomi i powinni sami decydować o swoim życiu względem swojego sumienia. Rząd próbuje zawrócić nas do średniowiecza. Nie zdziwiłaby mnie ustawa o polowaniu na tzw. czarownice. Np. na te kobiety, które nie uczęszczają do kościoła.

       To całe zamieszanie dało mi coś do myślenia: na ile sami decydujemy o sobie, na ile mamy wpływ na swoje istnienie na tej Ziemi?

       Człowiek w bardzo indywidualny sposób jest wychowywany przez swoje środowisko rodzinne i to społeczne z jakim ma kontakt. Tak zostaje ukształtowany  jak jego najbliższe środowisko i potem w procesie rozwoju jest poddawany wpływom i modelom społecznym z jakimi ma styczność. Takim właśnie będzie człowiekiem plus czynniki genetyczne. Więc pytanie, jaki mamy wpływ na to, jacy jesteśmy. Ile w tym było naszego wyboru? Nie my wybieraliśmy. Jak sobie czytam w internecie tych za i tych przeciw, to nasuwa mi się pewna myśl: to w jakim środowisku się wychowali plus preferencje płynące z DNA i dana sytuacja, tak się opowiadają za daną sprawą.  Czy to tak do końca ich wybór? Spłyciłam ten wywód, bo można rozpatrywać jeszcze wiele aspektów.

To na co tak faktycznie mamy wpływ jako jednostka? Już niewiele zostaje. W takim toku myślenia, to wszystko jakby samo się dzieje, a nasz udział jest niewielki. Samozarządzający się proces istnienia. Pojawiamy się w danym miejscu i tam musimy walczyć o byt. Co zastanie dziecko, które ma poważne wady wrodzone? Na co ono trafi? Urodzi się i Państwo nie martwi się co dalej. Rodzice usłyszą „brak funduszy, kolejka do terapii jest długa, brak specjalistów”. W Polsce nie ma Opiekunów Osoby z Niepełnosprawnością refundowanych z NFZ. Jeśli istnieją, to na prywatnej praktyce. Pewnie wiele osób czyta o takiej możliwości pierwszy raz. To są wykwalifikowani opiekunowie sprawujący wszelkie zabiegi i opiekę nad osoba z niepełnosprawnością przez całą dobę lub według potrzeb rodziny, lub samej zainteresowanej osoby. Niektórym osobom umożliwia to nawet pracę zawodową mimo trudności np. z poruszaniem lub komunikacją. Taka możliwość z ramienia państwa jest w krajach zachodnich.

      Łatwe nie jest życie w takim kraju jak Polska. A z jakimi przeszkodami spotka się zdeformowane genetycznie dziecko? Rodzice dzieci z poważnymi zaburzeniami rozwoju znają odpowiedź. Pomoc żadna. Jaką pomoc od „Państwa Polskiego” otrzyma kobieta po urodzeniu martwego dziecka? Watpię czy to będzie pełna opieka psychologiczna, psychiatryczna i lekarska jako dopełniające się terapie. Takiego czegoś nie ma.

        Zmiana kraju niewiele się przyda współczesnemu człowiekowi. Globalizacja postępuje. Tworzone prawo zamyka jednostkom prawo wyboru i tak już ograniczonego poprzez prawo wyboru w kluczowych sprawach jej dotyczących. Prawo do zachowania godności. Tak niewiele od nas zależy, wszystkich to dotyczy. Tych co próbują tworzyć prawo także. Na to się zanosi, że nadal jesteśmy drapieżcami i walczymy agresywnymi ustawami, by zapanować nad ludem. Słabszy powinien się dostosować. Nie powinno być to zasadą ani prawem silniejszego, tego co ma pieniądze. Wydarzenia z ostatnich dni potwierdzają jakby nasze dążenie do destrukcji. 

Decyzje powinien podejmować każdy sam indywidualnie. Szanujmy się wzajemnie.

Autor

Kamila Zalewska