kobieta w żółtym kasku

Przebudzenie.

Kobiety rodzą się tak samo do tzw. „wyższych celów” jak mężczyźni.

Mamy XXI wiek w którym kobiety w większości krajów są równouprawnione do uczestnictwa w życiu społecznym, politycznym i kulturowym. Napisałam, że w większości krajów, ponieważ jeszcze nie we wszystkich. W Europie mamy to ”równouprawnienie”. Czy taka jest rzeczywistość? Co z mentalnością?

Jako kobieta przyglądam się tej naszej rzeczywistości i dostrzegam zupełnie coś innego. Tak ogólnie mówi się o tym, że kobiety mogą pracować i wykonywać zawód jaki sobie wybiorą. Tak owszem, ale dlaczego mniej zarabiają. No bo co… bo mają dzieci  i biorą zwolnienia na opiekę na dziecko, które zachorowało. Pewnie wina kobiet, że mają dzieci, tylko kto je urodzi – mężczyźni?

Zawody kobiece, tak słyszałam kiedyś. Dziewczynka powinna uczyć się w kierunku zawodu dla kobiety. Ciekawe jest to, iż od wczesnego dzieciństwa dzieciom się wpaja jakie role są adekwatne dla danej płci. Od szkoły, przepraszam, przedszkola mówi się dzieciom o wyborach dokonywanych przez dziewczynki i chłopców. Przykładowo dziewczynka lubi różowe ubrania, bo jest dziewczynką. Chłopiec ubierany w kolory ciemne, niebieskie, ale raczej nie różowe. Potem gdy chłopiec zaczyna identyfikować się z płcią, zaczyna negować kolor różowy jako „dziewczyński”, ten gorszy, w takim zabarwieniu emocjonalnym. Uczy się chłopców w zabarwieniu negatywnym do tego co dziewczęce. Tym samym uczy się chłopców o wyższości płci męskiej nad żeńską. Dziewczynki nie mają jakiegoś problemu z ubraniem np. niebieskiej sukienki, a chłopiec wystrzega się różowych spodni. Bo to „siara”. Czyli gorsze, dziewczęce gorsze. Gdzieś w  nieświadomości pozostaje informacja, że kobieta to jest „to gorsze”. To tylko taki tylko jeden przykład. Pytanie, kto chce być tym gorszym? Myślę, że nikt nie chce. Zostawiam to do przemyślenia dla wszystkich rodziców. Sami kodujemy nasze dzieci na zachowania dyskryminacyjne.

Prawie wszyscy znamy bajkę o Kopciuszku. Są różne wersje , ale sens ten sam. Podsumowując puentę tej bajki, to moje subiektywne zdanie, to dziewczyny walczą miedzy sobą o księcia (wpływowego mężczyznę, który zapewni środki do  życia). Wygrywa ta najładniejsza. Czego uczy ta bajka? Moim zdaniem bycia zależną od majętnego mężczyzny oraz by być piękną. Mniej urodziwe dziewczyny przegrywają. Jako matka nie jestem za taką edukacją poprzez bajki. Wiem, że może to bulwersować, ale nas też tak wychowywano.

Małżeństwo w którym oboje są tak samo wykształceni w tym samym zawodzie.  On realizuje się , ma coraz więcej sukcesów, pracuje na kierowniczym stanowisku i zarabia więcej od niej. Ona nie pracuje na kierowniczym stanowisku i zarabia mniej, ale też pracuje w tym samym zawodzie. Jak to się stało? Ona jest mniej ambitna? O nie, nawet ma większe aspiracje i większy talent. Tylko taki mały szczegół – te „obowiązki” domowe, dzieci i jej zmęczenie. Nie na wszystko wystarczyło czasu i siły. Może woli od realizacji swoich pragnień zacisze domowe. Tego nie wymieniła. Ale ma nadzieję dalej się rozwijać.

kobieta przy komputerze
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracając do zawodów kobiecych, to chyba nie ma czegoś takiego. Zawód jest po prostu zawodem. Jak ktoś, niezależnie od płci, chce być kosmetologiem, to niech nim jest. Najważniejsze jest to, by był w tym dobry.

Dom i gotowanie.

Masakra, nienawidzę! Taka rola kobieca, by ona dbała o dom i przyrządzała posiłki. Dlaczego? Dla mnie szkoda czasu… Wolę robić coś innego, coś co mi sprawia przyjemność… Czy to jakaś kara, by po powrocie z pracy kobieta musiała dodatkowo w pośpiechu przyrządzać posiłek dla swojej rodziny, bo co? Taka jej rola? Co to ma być? A potem po ogólnych porządkach paść wieczorem na twarz ze zmęczenia. Energia się kiedyś kończy i cierpliwość też.

Kobiety tak samo ciężko pracują jak mężczyźni a dodatkowo rodzą dzieci i nimi opiekują się. Z tym też jest mnóstwo kłopotów. Jak kobieta jest z dziećmi jest w domu i poświęca czas na wychowanie potomstwa, to często słyszy, że nic nie robi, nie przynosi pieniędzy do domu. Jak pójdzie do pracy zostawiając dzieci w żłobku, ma poczucie winy, że jest złą matką. To kiedy jest dobrze? W większości przypadków spotyka się z krytyką aniżeli z wsparciem ze strony najbliższych. Zawsze jest źle! Tak nas wychowano. Uważam, że tak nie musi być. Uczmy nasze dzieci szacunku do samych siebie, by nikt nie miał wpływu na ich samopoczucie i podejmowane decyzje. Nikt nie musi robić tego, czego nie chce i nie lubi.

kobieta w fartuchu gotuje obiad

Mężczyzna ekspertem od prania gotowania i sprzątania.

Mężczyzna pracuje, przynosi pieniądze na utrzymanie rodziny i z reguły jest to ten podstawowy dochód rodziny. Kobieta też pracuje i przynosi pieniądze do domu, ale jest to jakby traktowane jako „dodatkowy dochód” ten mniejszy. Kto to tak ustawił? Wiem, że nie we wszystkich rodzinach tak jest, jednak w większości bywa tak. Kobiety uczone od małego dziecka delikatności, zależności, ugodowości, kompromisu – może potem trudniej jest podejmować im decyzje i stawiać na swoim. Od chłopców wymaga się odwagi, siły, determinacji w działaniu. To jest ta różnica. Uczmy takich cech niezależnie od płci. Bądźcie silni i walczcie o siebie.

Ale za to jesteśmy ekspertkami od prania, gotowania i sprzątania poza godzinami pracy (jak z niej wrócimy) a mężczyzna nie. To nie jego kompetencje, często czeka, aż samo się zrobi „rękoma kobiety”. Może tak się podzielić kompetencjami w tym zakresie? Tak powinno być. Równy podział. Ciekawe czy jakiś „mąż” pomyślał, że jego ukochana nie cierpi tych zajęć. Może chciałaby realizować swoje pasje zamiast sprzątać.

„Okrutna matka” uczy dzieci samodzielności.

Z osobistego pola: jestem matką córek i synów. Postanowiłam wychowywać moje dzieci ucząc je samodzielności. Czy to córka czy to syn, robią to samo w domu. W zależności od wieku wprowadzam podobne zasady. Też jest to zależne od osobowości danego dziecka. Nie jestem mamą, która robi zawsze obiad, czy pozmywa, czy wypierze na czas. Nie mówię, że to lubię, ale przeciwnie. Nie udaję zadowolenia z wykonywania czegoś, co nie lubię. Nie wymagam od dzieci, by one lubiły np. sprzątać. Chodzi o to, by „ogarnąć” dom dla higieny, bo to jest niezbędne do zdrowego życia. Takie tłumaczenie czynności – że to jest potrzebne. Musi być dobre uzasadnienie. Jeśli chcesz coś, to sobie to zrób. Są głodni, robią sami. Pić – wiedzą co mają zrobić, bo nie będzie. Samodzielne ubieranie i wybieranie ubioru. Ci młodsi nie zawsze trafią z ubiorem, to wprowadzam małą korektę. Samodzielne mycie się, samodzielne zasypianie, obsługa urządzeń (zgodnie z zasadami bezpieczeństwa). Dzięki temu mogę spokojnie wyjść do pracy, bo wiem, że się ubiorą, umyją, zjedzą śniadanie. Potrafią samodzielnie organizować sobie czas zabawy i nauki. Poczucie obowiązku i zasad jest bardzo ważne. To wszystko dzieje wg tych zasad wprowadzonych przeze mnie. Jeśli czegoś nie potrafią, to staram się pokazać jak to się robi.  Nie zawsze bywa idealnie, ale sama idea się sprawdza.  Jestem spokojna, nie martwię się w pracy i mogę spokojnie wykonywać swoje obowiązki. To wszystko wymaga ciągłej pracy i modyfikacji mojego postępowania, dzieci rosną i rozwijają się. Jakich dorosłych wychowam? Tego jeszcze nie wiem. Staram się, aby moi synowie w przyszłości szanowali kobiety. To ode mnie zależy, jak będą traktować swoje partnerki, żony. Nie ukrywam, że też się łapię na stereotypowym podejściu do ról przypisywanych płci. Staram się jednak korygować popełniane błędy w swoim myśleniu.

Wychowujmy naszych synów tak, by szanowali nasze córki. Wszyscy bądźmy równi niezależnie od płci. Pomagajmy sobie i bądźmy wyrozumiali. Może zmniejszy się ogromna skala rozwodów.

Autor: Kamila Zalewska

0 0 głosów
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze